poniedziałek, 5 listopada 2012

Dies irae

Nie wierzę, że ktokolwiek czeka na rozstrzygnięcie pseudoliterackiego konkursu, ale, jeśli czeka - upraszam o jeszcze odrobinę cierpliwości.
Wiele się ostatnio dzieje, wiele dziać się będzie.
Przede wszystkim - chciałbym Was, Drodzy moi, poinformować, że udało mi się zjednoczyć wszystkie moje dotychczasowe blogi pod jednym wspólnym (nowym - starym) adresem


 - jeśli uda mi się w pełni opanować panujące w tym systemie mechanizmy - stanie się on jedynym, ostatecznym, niczym PZPR.
Mam nadzieję, że znajdziecie zarówno czas, jak i ochotę, by wpadać tam do mnie. Pozwoliłem sobie ściągnąć tamże Wasze komentarze, z czasem - uczynię to samo z linkami do Waszych stron.
Mimo, że ostatnimi czasy nie byłem obecny w komentarzach, czytałem, to i owo, na wpisy - również przyjdzie czas.

Póki co - zapraszam na premierę na nowych - starych śmieciach. Jeśli przez to przebrniecie - szacun dla Was.



wtorek, 9 października 2012

SMS suplement

Jako się rzekło, tak i kobyła podeszła do płotu, a cielę nadal patrzy na malowane wrota. 
Caravaggio.

Zapomniałem ostatnio dodać - konkurs trwa do przyszłego poniedziałku i - wbrew pozorom - nie jest to zwyczajny konkurs. Nagrodą jest weekend nad morzem dla dwóch osób - w dowolnie wybranym terminie.
Zdziwieni?
Niepotrzebnie. Lubię mieć gości.

A tymczasem - sam - zajmując się dalszym pisaniem (albowiem wena twórcza, jak sraczka skręca moje wnętrzności i rozrywa jelito grube) - pragnę polecić Wam tą oto pozycję:




piątek, 5 października 2012

SMS

Interaktywne Studium Grafomanii 
ma zaszczyt zaprosić Szanownych Czytaczy
na 
WARSZTATY WEEKENDOWE
(o skutkach trudnych do przewidzenia).

SMS

Zasada metody jest prosta - do poniższego tekstu trzeba dopisać dalszy ciąg - w komentarzu lub na swoim blogu - ilość słów - dowolna.
Najbardziej aktywni - otrzymają nagrody.

A oto tekst:

I stanąłem wreszcie na tym moście, na zegarze miejscowej fary wybiła dwudziesta druga. Czekałem, sortując w myślach kolejne wiadomości od niej, analizując każde ich słowo, rozpamiętując przecinki , kreski I spacje, pływałem w tym alfabecie, niczym okrętowy radiotelegrafista, podniecony wykropkowanym Morse'em lazurem morza, płynąłem, wysiłkiem ostatnich, nie wyżartych jeszcze etanolem, synaps, iskry kojarzeniowych dróg rozchodziły się drżeniem: twarzą, szyją, nienaturalnie spoconymi dłońmi, udami.
Udami. 
Zapaliłem kolejnego papierosa.

Rozstrzygnięcie - w poniedziałek. Kto chętny?


poniedziałek, 1 października 2012

עורו, עורו אחים

I oto wyszła na stołeczne ulice uciskana masa (bracia i siostry), najbardziej znienawidzona, opluwana, pokazała swoje przywiązanie do tysiącletnich wartości, wartości nagminnie bezczeszczonych dziś przez zgraje najemników i zaprzańców.
Wyszła, ze śpiewem, modlitwą, by Ojczyznę wolną raczył zwrócić Pan.
Cóż - Pan daje, Pan zabiera (dla niezorientowanych - Księga Hioba) - więc chyba raczej nie ma się o co szarpać.
Gdyby zaśpiewali Wyklęty powstań ludu ziemi - zabrzmiało by to równie dziwacznie, zaś fraza - bój to jest nasz ostatni - byłaby zwykłym kłamstwem. Bo ani to pierwszy, ani nie ostatni. Wiadomo - idący w pochodzie szczególnie umiłowali sobie prawdę, a ta - jak mawia redaktor Gmyz - jest jedna, niepodzielna i niepodlegająca dyskusji

Zgodnie z obietnicą, złożoną kilka tygodni temu, pozwoliłem sobie ułożyć (przyjmijmy że de novo) pieśń, jak ulał pasującą do ideologii maszerujących obudzonych.
Pozwolę przytoczyć jej słowa - na wypadek, gdyby inne nacje znalazły się w paśmie nadawania toruńskiego radia - przetłumaczyłem.
Choć i tak, w moim przekonaniu - najlepiej brzmi po niemiecku.

Zainteresowanym donoszę, iż wszelkie symbole czy zwroty, charakterystyczne dla pierwowzoru, których użycia zabrania polskie prawo - zamieniłem.
Teraz brzmią znacznie świeżej.
Ot, koło historii.

Chorągiew wznieś, szeregi mocno zwarte
maszeruj i spokojny, równy krok
skrzywdzeni przez komunę i zaprzańców
są pośród nas i dumny jest nasz wzrok.

Więc wolna droga naszym batalionom
więc wolny szlak przed tym, co niesie grom
na krzyż z nadzieja patrzą już miliony
a dzień wolności wstaje nad nasz dom.

Już trąbka gra, to apel nasz ostatni
do boju gotów jest już każdy z nas
nasz sztandar załopoce ulicami
i tej niewoli już się skończy czas.

Innymi słowy:

Flag high, ranks closed,
we marches with silent solid steps.
Comrades shot by the red front and reaction
march in spirit with us in our ranks.

The street free for the own battalions,
The street free for the Storm Troopers.
Millions, full of hope, look up at the cross;
The day breaks for freedom and for bread.


A w (prawie) oryginale:

Die Fahne hoch die Reihen fest geschlossen
 marschiert mit ruhig festem Schritt
Kam'raden die Rotfront und Reaktion erschossen
Marschier'n im Geist in unsern Reihen mit

Die Strasse frei den ihren Batallionen
Die Strasse frei dem Sturmabteilungsmann
Es schau'n auf's Kreuz voll Hoffung schon Millionen
Der Tag fur Freiheit und fur Brot bricht an.




Na warsztacie mam jeszcze translację na rosyjski (wiadomo), japoński i francuski. Na hebrajski nie będę tłumaczył. I tak wszyscy wiedzą, że jestem Żydem.


P.S. W filmie zobaczyliście portrety dwóch księży. Zakładam, że obaj są Wam znani.




piątek, 28 września 2012

Nieoczekiwana zamiana ciał

Dziś będzie krótko i węzłowato, albowiem

TOWARZYSTWO FUNERALNE "CIELESTOŚĆ"
przy współpracy 
GMINNEGO KOŁA NEKROFAGÓW
ma zaszczyt przedstawić

wyobrażony dramatyzm autorstwa Jean Baptiste Regnault'a

NIEOCZEKIWANA ZAMIANA (itd)


  (internet)

...

Wszelkie uwagi na temat obrazy uczuć i takich tam - będę przyjmował dopiero po weekendzie.

A - zamiast słowa na niedzielę - zagadka - jak brzmi tytuł utworu wplątanego w poniższe paradzieło?




środa, 26 września 2012

Chodzi mi tylko o prawdę

Niebywałą wprost furorę robi ostatnio nowa książka autorstwa spersonalizowanego kościelnego sumienia, Isakowicza - Zaleskiego. Po serii batalistycznych obrazów pod wspólnym tytułem znajdź agenta, autor ów (ksiądz? sam nie wiem) wziął na tapetę intymne życie rodzimego kleru.
Intymne życie rodzimego kleru - tak naprawdę - gówno mnie obchodzi - podobnie jak i moja alkowa powinna obejść przedstawicieli watykańskiego mocarstwa, a jednak z plotkarskim zacięciem, godnym przeciętnego pochłaniacza Faktu, wziąłem się za przeglądanie tego dzieła. Przeglądanie - nie - czytanie, albowiem przyswojenie sobie kto z kim dlaczego, kiedy i w jakim celu - nie bywa nużące jedynie dla drobnego odsetka moich pacjentów, dla mnie - bywa.
Książka jak książka. Poemat epicki to to nie jest (wywiad - mądrali z mądralą). Ekspiacja - nieszczególnie. A mimo to - środki masowego rażenia poczęły prześcigać się w interpretowaniu, nagłaśnianiu, komentowaniu - w sumie - to ich prawo. Skoro to łajno pachnie inaczej niż inne - grzechem byłoby o tym nie napisać.
Nie wyrywając niczego z kontekstu, zapoznawszy się zarówno z ową feralną książką, opiniami, jak i komentarzami, mam ochotę jedynie zapytać : po jaką cholerę Terlikowski (nota bene - Laureat Złotej Doopy) wymyślił tą całą hecę? Jest to bowiem najjaskrawszy przykład hipokryzji, z jakim miałem się okazję ostatnimi czasy spotkać.
Hipokryzji, ot, co.




TEZA PIERWSZA
Księża się bzykają. 
Też mi nowość. A który normalny i zdrowy facet będzie do końca życia uprawiał z powodów ideologicznych rękodzieło artystyczne? Ktoś, kto ma pretensje do gościa w sutannie o to, że czasem pobruszy to i owo - jest zwyczajnym idiotą. Albo - etatowym anorgazmikiem, bardziej papieskim niż sam papież.
TEZA DRUGA
Seks w Kościele nie może być tematem tabu.
A dlaczego nie? Skoro bywa tematem tabu w małżeńskich sypialniach, pozamałżeńskich hotelach, na dyskotekach i w szkołach. Mnie nie interesuje pożycie proboszcza, gdyby ktokolwiek wpadł na pomysł wchodzenia w butach w moje intymności - zrzuciłbym go ze schodów. Nie pouczam wikarego jak ma żyć - on z kolei - doskonale wie o tym, że gdyby przypadkiem kiedykolwiek zaczął pouczać mnie - niechybnie dostałby w mordę.
TEZA TRZECIA
Wśród księży są geje.
I co z tego? Wszędzie są. W bankach, szpitalach, sklepach. Może wreszcie wypadałoby przestać mówić o osobach z homoseksualnymi inklinacjami jak o jakiejś pladze owocowych muszek, albo (co gorsza) pcheł? Żaden gej jeszcze mi krzywdy nie zrobił, ba - nawet mnie nie bzyknął (co dowodzi, że mają jednak dobry gust), to po jakiego grzyba się ich czepiać? Bo Żydów zabrakło?
TEZA CZWARTA
Księża nie mogą uprawiać seksu, bo ślubowali.
Przepraszam uprzejmie. A ilu z Was - drodzy moi - niegdyś ślubowało swemu partnerowi (partnerce) - i też poszło na boki? Nie bądźmy hipokrytami. Skoro mój kolega doktor ma dwie kochanki - jedną na dni parzyste, drugą - na nieparzyste, a miejscowy farosz - tylko jedną - to kto jest większym gnojkiem? Kochamy się, pieprzymy, zdradzamy, okłamujemy się nawzajem, a to, czy celibat jest fizjologiczny, czy nie - niechaj już sobie panowie w czerni załatwią sami, między sobą. Nic nam do tego.
TEZA PIĄTA
W Kościele istnieje gejowska mafia, bo biskupi kurialne stanowiska obsadzają swoimi kochankami.
A jak właściciel firmy przyjmuje do pracy w charakterze sekretarki specjalistkę od ssania, nie posiadającą, prócz obfitych wyrostków karmicielskich, żadnych innych kwalifikacji - to jest mafia, czy nie jest? Gdy dyrektor przedsiębiorstwa dyma tam i z powrotem pracownice swego biura - to mobbing, czy zwykły układ?





Nie rozumiem intencji powstania tej książki. Bo - jeśli ktoś chciałby być skrzyżowaniem Jana Chrzciciela z Eliaszem (a jest jedynie małostkowym mentalnym kurduplem) - to powinien czym prędzej udać się do stosownego specjalisty. Kogo może obchodzić co, jak i w jakim miejscu bzyka koleś, który raz do roku wpada do sąsiadów na piętnastominutową kolędę? Nawet betonowych babci, klepiących w te i we wte różaniec to nie ruszy.
Opisane przez Isakowicza prowokowanie księży do zachowań seksualnych poprzez wysyłanie maili, internetowe rozmowy - to już czyste skurwysyństwo, niskie i nie licujące nawet z godnością taniej dziwki, a frazy typu słyszałem i wiem - to określenia płynące wprost z podwórkowej ławki starych wścibskich mongolic.
Obsesja redaktora Terlikowskiego na punkcie oczyszczania jest doprawdy pasjonująca. Bez dwóch zdań - ma chłop problem. Dlatego - zamiast pisaniem - powinien czym prędzej zająć się wywożeniem śmieci - praca podobna - a nikt z niego już śmiać się nie będzie.
W następnym roku, miast Złotej Doopy, otrzyma ode mnie Złote Jaja. Odrobina testosteronu - wcale mu nie zaszkodzi.



poniedziałek, 24 września 2012

Lajf is brutal

Dziś miło nie będzie, bo nie musi. Tak, wcale nie musi.
Miło bywa podczas uroczystych parad, premierowskiego expose, czytania listów pasterskich i smażenia kiełbaski na wolnym ogniu wśród zapachu rozmarynu co rozwija się.
Gówno prawda?
Nie rozwija się, bo nie musi. Zwija się raczej, w kłąb, tu i ówdzie pierdząc, wzdychając, pogwizdując zdezelowanymi, pozbawionymi zębowej ochrony, pseudowargami.
Że co niby nie jest zrozumiałe?
Nie musi być zrozumiałe. Skoro się nie rozwija, jest niezrozumiałe, a jeśli tak - to szkoda czasu na to, by wgryzać się, wnicowywać, wpełzać wgłąb, raczej - przenicowywać, ekstrahować, ekstrapolować - byle nie za daleko.

Reasumując:
tak, mili moi - numer z lizaniem kolanka jest już demode. 
Dziś liże się wyłącznie łokcie.




Nie rozumiem całej tej nagonki na Jarosława Gowina. Jest on jedynie ministrem sprawiedliwości a nie ministrem prawa, więc literę tegoż ma prawo mieć, gdziekolwiek będzie w stanie sobie ją wsadzić. I tak -  będąc osobnikiem o wysokiej osobistej kulturze (i nie - abnegatem) - stara się wszystkim sprawić przyjemność i - by nikogo nie urazić - posługuje się terminem duch prawa. Idzie na kompromis, wpychając sobie prawo do nozdrza, miast w tyłek.
Kto jak kto, ale jako praktykujący miłośnik cywilizacji życia (wiecznego), minister na duchach zna się najlepiej. Duch zaś od bukwy - ważniejszy przecież. 

Litery - składają się na słowa, a te (jak powszechnie wiadomo) ciałami się stają, ciała zaś z kolei - bywają głodne, kiedy się nażrą - chcą więcej. I jeszcze więcej. 
Tak powstaje sitwa.

Żal mi ministra. Do pełni rozpaczy brakuje mi tylko jego łez. Na wizji, w pasmie największej oglądalności, rzecz jasna.




Mało co jest mnie w stanie zdziwić. Nie zaskakuje więc informacja, że dwoje chciwych mongołów zostaje nagle przez państwo obdarowanych cudzymi dziećmi. Bo państwo - przecież - wygodne jest. 
Po co dawać kasę biedakom? Najlepiej pozbyć się problemu młodocianego pasożytnictwa - najprościej - lawirując między tezami: podręcznika psychologii i Ustawy o Wychowaniu w Trzeźwości.

W tak zwanej sprawie puckiej najbardziej kuriozalna jest motywacja ludzi odpowiedzialnych za przyznanie statusu rodziny zastępczej parze morderców: bo nikogo innego chętnego nie było.

Jeśli więc, w przyszłości, zadekowany na jakimś zadupiu, zapragnę wspomóc, dajmy na to, holenderską transplantologię - i założę hodowlę małoletnich - nikt mnie przed tym nie powstrzyma. Bo będę jedynym.






 Na jednym z portali społecznościowych znalazłem takie oto pytanie:

Jak to jest, że wokoło trąbią o Dniu Ziemi, zagrożonych gatunkach, chroni się zwierzątka, roślinki, ba, parki krajobrazowe, a ludzki płód można w imię nowoczesności i postępu abortować i jak gówno spuścić w kiblu?

To przerażająco proste.

Ludzki płód najdoskonalej i najszybciej ulega biodegradacji.

Lajf is brutal.